Wyprawa w Góry Świętokrzyskie oficjalnie dobiegła końca, a my wciąż próbujemy dojść do siebie po tylu kilometrach przebytych pieszo. Szkolne koło SKKT PTTK Adwenczers wróciło do domów z pełnymi galeriami w telefonach i genialnymi wspomnieniami. Przeszliśmy trasę, która wycisnęła z nas trochę potu, ale dała niesamowitą satysfakcję i pokazała, że nasza ekipa potrafi zorganizować naprawdę mocny wyjazd.
Wszystko zaczęło się w Bodzentynie. Naszym pierwszym punktem były ruiny zamku biskupów krakowskich, gdzie mogliśmy poczuć klimat dawnych wieków i zrobić pierwsze grupowe zdjęcia na tle starych murów. Stamtąd przeszliśmy do Kościoła pw. Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława Biskupa, który zrobił na nas wrażenie swoją historią i zdobionym wnętrzem. Odwiedziliśmy też zabytkowy cmentarz żydowski skłaniający do refleksji. Po zrealizowaniu tego planu nie było czasu na nudę, bo ruszyliśmy w trasę do Świętej Katarzyny. Droga wymagała kondycji, a po drodze napotkaliśmy bramę do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, co dało nam jasny sygnał, że wchodzimy w prawdziwy górski teren.
Następnego dnia od rana zmieniliśmy środek lokomocji i pojechaliśmy busem do Nowej Słupi. Zaraz po przyjeździe na miejsce zaczęliśmy intensywny maraton zwiedzania. Najpierw weszliśmy do Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego im. Mieczysława Radwana, żeby zobaczyć, jak setki lat temu ludzie radzili sobie z wytapianiem żelaza. Zaraz obok odwiedziliśmy Park Legend, który okazał się świetnym, nowoczesnym miejscem pełnym interaktywnych stanowisk i historii o lokalnych podaniach. Po tych atrakcjach przyszedł czas na najważniejsze wyzwanie tamtego dnia. Weszliśmy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego i szlakami dotarliśmy prosto do Klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Po zwiedzaniu zabytkowego kompleksu ruszyliśmy dalej. Na szlaku turystycznym zatrzymał nas punkt widokowy, z którego rozciągał się niesamowity widok na gołoborze, gdzie te wielkie pola głazów na zboczu góry robią potężne wrażenie na żywo. Nie zwalniając tempa, poszliśmy dalej i prosto szlakiem weszliśmy na Łysicę, zaliczając w naszej kolekcji kolejny ważny szczyt.
Ostatni dzień był spokojniejszy, ale równie ciekawy.Rano zameldowaliśmy się w Kielcach, żeby zwiedzić Kadzielnię. Ten dawny kamieniołom, potężne skały i wkomponowany w nie amfiteatr wyglądają na żywo o wiele lepiej niż na jakichkolwiek zdjęciach w podręcznikach czy internecie. To był idealny finał naszej trzydniowej trasy.
Cały wyjazd był wymagający i momentami dawał popalić, ale atmosfera w ekipie Adwenczersów przez cały czas była nie do podrobienia. Wielkie podziękowania należą się wszystkim uczestnikom za wytrwałość na szlaku i super spędzony czas, a naszym opiekunom za to, że wszystko tak dobrze spięli organizacyjnie. Liczymy, że to dopiero początek sezonu i już czekamy na kolejne wspólne kilometry.











